Gdy w przestrzeni publicznej trwają dyskusje dotyczące przebiegu drogi ekspresowej S7 pomiędzy Krakowej i Myślenicami, jeden z mieszkańców regionu wystosował do małopolskiego wojewody pismo w nieco innym tonie. Wskazuje, że władze nie powinny ulegać presji i protestom, by ostatecznie wybrać ten wariant drogi, który będzie najbardziej optymalny dla państwa i regionu.
Gdy
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przedstawiła sześć wariantów przebiegu S7 Kraków – Myślenice, część okolicznych mieszkańców zaczęła otwarcie krytykować przedstawione opcje.
Pojawiły się również protesty w różnych formach, a jeden z mieszkańców – Sylwester Szefer – dziennikarz i były przewodniczący Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Mogilany –
wysłał list otwarty do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka.Teraz pismo w tej sprawie trafiło do Wojewody Małopolskiego. Jego autorem jest inny mieszkaniec – Rafał Janasik z Swoszowic – który rzuca zupełnie inne światło na sprawę, oczekując, że władze pozostaną jak najbardziej odporne na głosy i protesty społeczności, a ostatecznie same podejmą decyzję, która będzie najkorzystniejsza.
Swój list rozpoczął od przedstawienia sytuacji w związku z tym odcinkiem S7 jako metafory do sytuacji u lekarza.
– Aktualnie w Polsce i Małopolsce trwa sezon grypowy. Wyobraźmy sobie lekarza, który przyjmuje w gabinecie pacjenta. Lekarz wysłuchuje go, bada i stawia diagnozę. Po chwili wychodzi z gabinetu do poczekalni, w której kłębi się grupa ludzi. Są pacjenci oczekujący na przyjęcie, ale i osoby postronne: rejestratorki, sprzątaczki, konserwator. Lekarz ogłasza, że przygotował sześć wariantów leczenia i prosi zgromadzonych o głosowanie: „Który z wariantów leczenia mam wdrożyć u tego pacjenta?”. Wybucha gorąca dyskusja. Ludzie przekrzykują się na korytarzu, próbują przegłosować swoje pomysły, wypełniają ankiety. Pani Grażynka, emerytka, krzyczy, że konieczny będzie antybiotyk. Pan Józef, ślusarz, proponuje postawić bańki. Ksiądz Roman, wikary, przekonuje, że najlepsza będzie msza w intencji chorego. Ktoś domaga się homeopatii, ktoś inny „naturalnych metod”. Atmosfera gęstnieje tak, że spokojna rozmowa staje się niemożliwa — zostaje tylko krzyk, presja i emocje. Wszyscy mogą mieć dobre intencje. Każdy może „chcieć dobrze”. Ale każdy z nas wie, że taki sposób podejmowania decyzji byłby absurdem. Leczenie musi wynikać z danych, kompetencji i odpowiedzialności, a nie z plebiscytu i siły nacisku – czytamy.
Mieszkaniec zwraca w ten sposób uwagę na fakt, że – jego zdaniem – powierzenie decyzji o przebiegu S7 Kraków – Myślenice w ręce mieszkańców to błędna decyzja, ponieważ droga ta stanowić będzie przedsięwzięcie o znaczeniu nie tylko regionalnym, ale i państwowym, kluczowym dla bezpieczeństwa logistyki, odporności infrastruktury i rozwoju gospodarczego.
– O przebiegu strategicznej trasy nie może decydować to, kto głośniej krzyczy, kto lepiej zbiera ankiety albo kto potrafi wywołać większą presję medialną. Rolą państwa jest podejmowanie decyzji infrastrukturalnych na podstawie analiz, modeli, prognoz i wiedzy ekspertów — a nie na podstawie awanturniczych protestów czy emocjonalnej licytacji w salach gimnastycznych. Jeżeli konsultacje mają sens, to wyłącznie w zakresie tego, co lokalne i praktyczne: wskazania punktów newralgicznych, miejsc wymagających ochrony, ekranów, tuneli, dróg serwisowych czy przejść. Natomiast wybór wariantu i kierunek inwestycji powinien być wynikiem eksperckiego „konsylium”, bo inaczej strategiczna decyzja staje się zakładnikiem nacisku i hałasu – przekonuje Rafał Janasik.
Dodaje przy tym, że z jego obserwacji wynika, iż wokół sprawy ruszyły również zorganizowane grupy interesów politycznych i biznesowych, które próbują wykorzystać emocje społeczne dla własnych celów. W debacie pojawiają się działania przypominające kampanie nacisku: sterowanie narracją, polaryzowanie mieszkańców, budowanie presji medialnej, wzajemne antagonizowanie stron. W związku z czym, gdy nie każdy ma dobre intencje, Janasik jest zdania, iż kluczowa jest rola instytucji państwa i ochrona procesu decyzyjnego przed „lobbingiem, emocjonalnym szantażem i partyjną kalkulacją. Inaczej grożą nam dwa scenariusze: odsunięcie inwestycji na lata albo wypaczenie projektu poprzez uleganie presji, zamiast trzymania się danych i interesu publicznego”.
Na koniec jeszcze mieszkaniec przekazuje podziękowania do wojewody za zaangażowanie w sprawę S7, a także zwraca się z prośbą o wsparcie dla GDDKiA.
– GDDKiA znalazła się dziś pod bezprecedensowym ostrzałem, presją i próbami zastraszania — a to grozi wypaczeniem całego procesu, jego sparaliżowaniem lub ugięciem się pod naciskiem grup, które potrafią krzyczeć najgłośniej i najdłużej. Wsparcie ze strony przedstawiciela administracji rządowej jest w tej sytuacji konieczne, aby decyzja nie została wymuszona emocjonalnym szantażem, lecz by była wynikiem pracy ekspertów i chłodnej oceny faktów – wskazuje.
Zaznaczył jeszcze, iż „strategiczne inwestycje infrastrukturalne nie mogą być prowadzone metodą plebiscytu, a już na pewno nie pod dyktando zorganizowanych kampanii nacisku”.
– Państwo musi wykazać odporność — bo jeśli dziś ustąpimy przed hałasem, jutro każda kluczowa inwestycja będzie „załatwiana” krzykiem. Panie Wojewodo — proszę się nie poddawać. W tej sprawie potrzeba konsekwencji i odwagi, bo stawką jest nie tylko jedna droga, ale standard podejmowania decyzji w państwie – zakończył.